Podróż do Australii była naszym wielkim marzeniem a sam kontynent to miejsce, gdzie zawsze ciągnęła nas jakaś
magiczna siła.
Po kilkumiesięcznym pobycie w Londynie szukaliśmy czegoś innego, bo Anglia choć interesująca i warta zobaczenia, nie była dla nas odpowiednim miejscem do życia. Ciągły deszcz, w metrze korki jak w Tokio, duży stres i pogoń za pieniędzmi. Sporo zarabiasz ale równie dużo wydajesz i tak naprawdę ciężko cokolwiek odłożyć.
I zadaliśmy sobie pytanie jak powinno wyglądać nasze wyśnione miejsce na ziemi. Odpowiedź okazała się zadziwiająco prosta:
- ciepły klimat (jeśli budzisz się rano i świeci to czerpiesz energie na cały dzień ) - odpowiednie warunki do uprawiania sportu i aktywnego trybu życia - piękna natura - tolerancja i otwartość - dobra sytuacja ekonomiczna (łatwość w znalezieniu pracy, która pozwala ci na normalne życie ) - odpowiednie warunki życia, jeśli zdecydujemy się zostać na zawsze - bezpieczeństwo
Wybraliśmy Australię i powiem Wam, że nie zawiedliśmy się:




Świeci od rana do wieczora a typowy Australijczyk zaczyna dzień naprawdę aktywnie, zazwyczaj od joggingu i kąpieli w oceanie, środowisko naturalne jest dla nich priorytetem a o tolerancyjności świadczą parady gejów i lesbijek absorbujące całe miasto. Bezrobocie w Sydney wynosi ok. 3-4% a pracę znaleźliśmy w ciągu pierwszych 2 tygodni.
Ja pracowałem jako trener osobisty w klubie a Monika była kelnerką w restauracji przy plaży. Zarobione pieniądze spokojnie starczały na mieszkanie, jedzenie i normalne życie (kino, zabawa i sport). Po kilku miesiącach udało się nam odłożyć na wakacje. Sydney jest piękne ale Australia to o wiele więcej. I były to wakacje życia...
Rozpoczęliśmy od Cairns, lasów tropikalnych z barwnymi wodospadami, gdzie napotkaliśmy na swej drodze krokodyle i od Wielkiej Rafy Koralowej ciągnącej się wzdłuż wschodniego wybrzeża, gdzie nurkowaliśmy mając okazję podziwiać bajecznie kolorowe rybki. Przez kilka dni żeglowaliśmy jachtem British Defender po Whitsundays Islands, gdzie piasek jest biały jak śnieg, a samo żeglowanie po oceanie na kilkumetrowych falach dostarczyło nam doprawdy silnych wrażeń. Towarzyszyła nam grupa 30 osób z różnych stron świata, co nadawało tej wyprawie prawdziwie dzikiego charakteru. Następnie przenieśliśmy się na Frazer Island, wyspę dzikich psów Dingo, po której poruszać się można wyłącznie samochodem terenowym z napędem na 4 koła. To właśnie tutaj autostrada jest plaża, po której jeżdżą również patrole policji. Tutaj też znajduje się jedno z najczystszych jezior świata Lake McKenzie. I tutaj pełne sprytu i przebiegłości dzikie psy Dingo będą próbowały wykraść jedzenie z Twojego jeepa. :)
Aż w końcu Gold Coast, najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce w Australii, raj dla miłośników surfingu i słońca, z barwnym Sea World (pokazy fok i delfinów) oraz Wild and Wet World (kilkuhektarowym kompleksem wodnym).
I opowiedzielibyśmy Wam jeszcze więcej, lecz wróciliśmy do kraju zbudować most pomiędzy Polską a Australią i pomóc zrealizować marzenia także innych ludzi.




